Dotacje dla inwestorów giełdowych
 Oceń wpis
   

 Im dłużej żyję na tym okrutnym świecie , tym więcej rzeczy mnie dziwi, a według teorii powinno być odwrotnie. Pewno umrę jako jeden wielki znak zapytania i to nie tylko dlatego, że kręgosłup zdegenerowany i członki powykręcane.

 

Ostatnio przeczytałem, że właściciele obiektów turystycznych w Piemoncie, we Włoszech, chcą od władz dotacje, bo nie ma śniegu, nie ma turystów, nie ma dutków. Przedtem słyszałem, ze dotacje chcą  (i dostają): powodzianie, właściciele plantacji papryki, właściciele domów, którym huragan porwał dach, właściciele banków, które poniosły straty na skutek własnej głupoty i podejmowanego ryzyka.

 

A także rodziny żołnierzy poległych na misjach, rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej, rodziny ofiar CASY itd.

 

Ciekawe, że dotacji nie żądają piekarze, bo złe zbiory; górnicy, bo trzeba się ubrudzić; rodziny ofiar wypadków drogowych; informatycy, bo dysk padł….

 

Coś ten świat jest dziwny. Zamiast się ubezpieczyć, to niektórzy żebrzą i co ciekawe -  dostają. Proponuję założyć „Stowarzyszenie Poszkodowanych przez Niski Poziom WIGu” i upomnieć się o dotacje. Przecież taka katastrofa, czy powódź - nie zależy od rządu. Natomiast niski poziom WIGu: owszem – zależy.

 

Gdyby rząd się nie zadłużał, zrobił reformy ZUS i KRUS, nie ulegał żądaniom płacowym „silnych grup nacisku”,  uprościł prawo, stosował takie same zasady dla wszystkich (np. kasy fiskalne), obniżył podatki. Wtedy może WIG nie cierpiał by na słabość?

Komentarze (0)
Analiza techniczna jest super
 Oceń wpis
   

 Dlaczego?

 

Ano dlatego, ze większość uczestników rynku na niej zarabia. Nie wierzysz? Oto dowody:

  • Biura maklerskie zarabiają na prowizji. Nawet jak jest ona mała to pomnożona przez wielką ilość transakcji daje dobry zarobek. A analiza techniczna, zwłaszcza daytrading daje wiele sygnałów kupna i sprzedazy.
  • GPW zarabia na prowizjach podobnie jak biura maklerskie
  • Wszelkiej maści analitycy zarabiają na ilości wypowiedzi, analiz, występów w TV. Poza tym im częściej występuje analityk i motywuje sygnały kupna i sprzedazy, tym jest wyżej ceniony, bo jest popularny - mniejsza o trafność analiz (nich mówią o mnie źle, ale niech mówią).
  • Fundusze inwestycyjne mogą pobierać większą opłatę za tzw aktywne zarządzanie - miotają się po rynku kupując i sprzedając, a klient za to płaci.
  • Podobnie OFE - zarządzający mają niezłą zabawę za nasze pieniądze.
  • Media kochają analizę techniczną w takim samym stopniu jak analitycy - jest o czym pisać, jest zapchanie dziury "materiałem", jest kasa za artykuły.
  • Inwestorzy wolą wierzyć w formacje i świeczki bo każdy ma swoją interpretację, każdy rozpatruje wykres w innym przedziale czasowym, tym samym kazdy jest guru i kazdy ma rację.
  • Teoretyczne zawierając często transakcje mozna kupić w kazdym dołku i sprzedać na kazdej górce. Teoretycznie robi się z tego ogromna kasa. A praktycznie większość transakcji jest stratna.
  • Analiza techniczna jest sztuką i każdy ja interpretuje po swojemu. Natomiast trudno jest podważyć finanse 2+2=4 ZAWSZE. Poza tym dzisiejsze społeczeństwo miało frajdę i brak matury z matematyki. Prawdopodobnie zawdzięczamy to złotoustym pięknoduchom politykom, którzy nie dbają o finanse i bogactwo społeczeństwa, tylko o własną popularność. 

 

Komentarze (2)
Wspomnienia gracza giełdowego
 Oceń wpis
   

 Wkrótce, 28 listopada, mija 71 rocznica śmierci Jesse Livermore'a, bohatera książki "Wspomnienia gracza giełdowego". Co prawda tytułowa osoba nosi inne nazwisko, ale i tak wszyscy wiedzą, że to Jesse. Był jednym z najlepszych spekulantów w dziejach giełdy, a jednak trudno go podziwiać. W szczycie osiągnięć zarobił ponad 100 mln $ podczas krachu 1929 roku (co na dzisiejsze warunki oznacza około miliarda "zielonych").Wspomnienia gracza giełdowego - Edwin Lefevre

 

Dlaczego nie jest dla mnie wzorem:

  • Uciekł z domy w wieku 14 lat, bo nie chciał słuchać ojca
  • Nie zdobył żadnego formalnego wykształcenia (był samoukiem)
  • Wcześnie się ozenił i po niecałym roku rozwiódł się, gdy żona nie chciała sprzedać klejnotów, na pokrycie jego strat z giełdy
  • Zdarzało mu się korzystać z poufnych informacji
  • Nie potrafił zachować zdobytego majątku (cztery razy był bankrutem). Co prawda znowu osiągał bogactwo, ale to tylko świadczy o żyłce hazardzisty.
  • Był kobieciarzem. Trzy razy żonatym.
  • Lubił  luksus  (pałace, służba, limuzyny, jacht, apartamenty hotelowe).
  • Nie potrafił otaczać się wartościowymi ludźmi. Druga żona po rozwodzie próbowała zastrzelić i cięzko raniła ich syna, mówiąc, że woli go martwym niż pijanym. Trzecia żona była 4-krotnie wdową, a wszyscy jej mężowie popełnili samobójstwo.
  • Nie wychowywał potomstwa. Jego syn Jesse Jr., prócz tego, że pił, był kobieciarzem jak ojciec. Został aresztowany po tym jak zastrzelił psa, próbował zastrzelić żonę i policjanta. W końcu popełnił samobójstwo. Wnuk Jessego też popełnił samobójstwo trując się gazem.
  • Nasz tytułowy wielki gracz giełdowy, nie mogąc ze sobą wytrzymać w końcu się zastrzelił.

Wbrew pozorom, książkę jednak warto przeczytać. Często cytowane, celne przemyślenia oraz podstawy analizy  technicznej - podązanie za trendem, stop lossy, psychologia gry giełdowej - to w owym czasie były nowinki. Rzesze mniej lub bardziej sprawnych spekulantów uczyły się z tej książki. Ty czytelniku też masz okazję podązyć tą drogą. Ja pasuję!

PS

Wydaje mi się, że zręczniej jest przetłumaczyć "Reminiscences of a Stock Operator" jako "Wspomnienia spekulanta giełdowego"

 

Komentarze (2)
Alior czy Getin
 Oceń wpis
   

 „Być albo nie być” – oto jest pytanie. Alior albo Getin

 

Mam konta w obu tych bankach. Wydają się oba niezłe, ale….

 

  • Getin nie ma biura maklerskiego
  • Getin nie potrafi dokonywać operacji online w ramach tego samego banku (grupy). Jeżeli jest święto to nie możesz założyć lokaty ani przelać na konto oszczędnościowe, więc tracisz na odsetkach.
  • Getin ma nieco wyższe oprocentowanie lokat, ale tez jego wiarygodność, moim zdaniem jest niższa mimo, ze jest notowany na giełdzie (duży portfel kredytów w dewizach)
  • Awaryjność Aliora kiedyś była duża. Ostatnio jest lepiej. Rzadko jest off-line.
  • Konto oszczędnościowe Aliora jest nieco lepsze niż Getin
  • Rachunek ROR jest oprocentowany w Aliorze realnie na 2%. Getin blisko zera.
  • W Aliorze  jest łatwe przenoszenie środków miedzy kontem firmowym i ROR, a konto firmowe może dać dodatkowy bonus 50 zł miesięcznie.
  • Karta bankomatowa w Aliorze kosztuje 5 zł miesięcznie i to pod warunkiem, że mamy regularne wpłaty wynagrodzenia na konto. W Getin jest za 0 zł
  • O kredytach się nie wypowiadam, bo kredyt to nóż w plecy przeciętnego klienta, obojętnie na jakich warunkach. Kredyt tylko wtedy ma sens jeżeli jesteśmy pewni , że na pożyczonych pieniądzach zarobimy więcej niż odsetki od kredytu.

 

Każdy sobie może wybierać…. 

Komentarze (2)
Jakie akcje kupić
 Oceń wpis
   

 Na pewno większość czytelników myśli raczej o pozbyciu się swoich akcji na lokalnej górce niz o kupnie nowych. Jednak twardziele albo inaczej fundamentaliści - kupują. Nie wiem czy spadki potrwają jeszcze dwa tygodnie, czy półtora roku. Nie wiem czy indeks WIG20 otrze się o 1800, czy o 1500 punktów.

 

Ale wiem, że niektóre spółki są juz tanie (co nie znaczy, że nie mogą być tańsze) - dlatego zawsze kupuję po trochu, w 3-7 ratach, co jakiś czas. Nie ma pośpiechu. Pośpiech jest potrzebny przy łapaniu pcheł, a nie łapaniu spadających nozy.

 

Są trzy grupy spółek wartych zainteresowania:

  • dywidendowe - przy obecnych poziomach cen ich wypłaty zysku w przyszłości powinny dawać stopę dywidendy na poziomie 6-12 %, a więc porównywalną z lokatami, a dochodzi jeszcze możliwy wzrost kursu przy sprzyjającej koniunkturze.
  • mocne fundamentalnie - ROE powyzej 10, C/Z <5, C/WK<1, C/WK Grahama <1, marza zysku>8% - po prostu perełki, które trudno kupić po dobrej cenie w czasie hossy.
  • niedoszacowane - spółki, które mają dobre wyniki, dobry zarząd, stabilną produkcję, ale zły akcjonariat, który spanikował i mocno obnizył ich cenę paniczną sprzedazą. (TFI sprzedające, bo jest fala umorzeń z funduszy, prywatne leszcze nie potrafiące ocenić fundamentalnie spółkę, a bazujące tylko na analizie technicznej).

 

Kto się spodziewał nazw spółek, ten się zawiódł. Ale ja daję wędkę, a nie upieczoną rybkę. Poza tym zawsze mogę powiedzieć, ze generalnie miałem rację :-)

 

Komentarze (0)
Najlepsza inwestycja na kryzys
 Oceń wpis
   

 Kryzys ekonomiczny, może recesja, może inflacja, a może deflacja…. Może rozwiązaniem okaże się wojna… Może trzeba będzie pracować na miliard Chińczyków za długi tzw państw rozwiniętych…

 

Każdy, kto ma jakieś oszczędności, na pewno zastanawia się nad najlepszą inwestycją na ciężkie czasy. Większość porusza się po dość utartych ścieżkach: złoto (może też srebro lub platyna), waluty z nieśmiertelnym frankiem na czele (ale także lokaty złotówkowe), obligacje, akcje lub własna firma? Ilu inwestorów tyle pomysłów, a nawet więcej, bo ludzie dywersyfikują J

 

Pora rozprawić się z mitami:

 

złoto – problemy z bezpiecznym przechowywaniem, z dzieleniem na mniejsze porcje ( czy jest sztabka, którą da się zapłacić za bochenek chleba), a w końcu czy w ciężkich czasach będzie zapotrzebowanie na złoto? Poza tym teraz chyba jest dość drogie…

 

waluty – tu doprawdy ciężko wierzyć, że zadrukowane papierki mogą być coś warte. Przecież w razie potrzeby rządy mogą dodrukowywać w nieskończoność byle tylko starczyło miejsca na kolejne zera, mogą wypuścić nową walutę z „korzystnym” przelicznikiem ze starej na nową itd…

 

obligacje – śmiechu warte. Ma ktoś obligacje rządu RP z przed wojny? Wartość tylko numizmatyczna, a w czasie kryzysu kolekcjonerów raczej ubywa

 

akcje lub firma – to trochę lepiej, bo zawsze realny biznes, to coś, co może posiadać wartość: da się coś wytwarzać i może sprzedawać, jeśli jest dobrze utrafiona branża.

 

Jednak najlepszą inwestycją na ciężkie czasy jest działka rolna z zagonem ziemniaków, pyr czy kartofli. Zawsze przyjdą miastowi i będą chcieli napełnić puste brzuchy, może nawet płacąc opiłkami ze swoich złotych sztabek, albo przywożąc w zamian oponę do traktora ze swojej firmy, czy też kosę lub inny lemiesz.

 

Chłop potęgą jest i basta!

Komentarze (1)
 
 

 

Komentarze (0)
Politycy na smyczy bankierów
 Oceń wpis
   

 Obecny kryzys ekonomiczny naocznie udowodnił, że stare zasady są najlepsze: odpowiedzialność za podejmowane decyzje, życie na własny rachunek, brak zadłużenia, itd.

 

Gdyby politycy Grecji wiedzieli, że brak wypłacalności i niemożność spłaty kredytu skutkuje przepadkiem wyspy Santorini lub archipelagu Dodekanez, gdyby politycy rosyjscy wiedzieli, że brak wypłacalności to strata Kamczatki, albo  Władywostoku, gdyby politycy polscy wiedzieli, ze życie na kredyt, to przepadek województwa zielonogórskiego lub lubelskiego…

 

Być może wtedy postępowali by racjonalnie. Zadłużenie było by niewielkie, decyzje rozsądne i nie skierowane na iluzoryczne polepszenie doli wyborców, ale na rozwój siły kraju. Niestety w stosunkach międzynarodowych brak odpowiedzialności i reguły respektowania zobowiązań rzuca się w oczy. Weźmiemy kredyt, obiecamy za niego gruszki na wierzbie wyborcom, a potem…najwyżej umorzą nam ten kredyt…. Niestety zobowiązania powinny być respektowane, w krańcowym przypadku z użyciem siły wojskowej!

 

Gdy Kowalski zadłuży się to grozi mu eksmisja na bruk, licytacja samochodu, zajęcie telewizora lub lodówki. Gdy zadłużony jest kraj…..sąsiedzi składają się na spłatę długu. To niemoralne i nienormalne.

 

Rozbuchane kredyty spowodowały iluzję dobrobytu. Gdyby realnie ocenić status obywateli w Polsce - biedakiem byłby człowiek posiadający 100 000 zł oszczędności, ci z kredytami byliby sprzedani do niewolniczej pracy w kopalniach lub na plantacjach, ci mający milion oszczędności  mogliby się cieszyć, że są wolnymi ludźmi.

 

W historii ludzkości sytuacje podobne do obecnej były rozwiązywane najczęściej przez wojny. Po co tłumaczyć obywatelom, że żyli w iluzji, ponad stan. Lepiej przekonać ich, że obrona przed roszczeniami wierzycieli jest powinnością obywatelską i racją stanu, a wierzyciel jest wrogiem kraju.

 

Kluczowe pytanie: Czy Chinom jest na rękę finansować cały świat? Optymista odpowie, że oczywiście tak, ponieważ żyją z eksportu. Pesymista powie, że nie, bo upadek słabego Zachodu wzmocni siłę Państwa Środka.

 

Więcej w książkach:

  •  „Ekonomia kryzysu” – Nouriel Roubini
  • „Wojna o pieniądz. Prawdziwe źródła kryzysów finansowych” - Song Hongbing
  • „ZACHÓD. 10 lat przed totalnym bankructwem?” - Jacques Attali
  • „Wielki szort” – Michael Lewis
  • „Globalizacja, kryzys - i co dalej?” - red. Grzegorz W. Kołodko
  • „Złoty spisek” - Ferdinand Lips
  • „Finanse po zawale” - Paul H. Dembinski

 

Komentarze (0)
Sztuka spekulacji po latach - Komar
 Oceń wpis
   

 Zenon Komar napisał nową ksiązkę "Sztuka spekulacji po latach". Tytuł nawiązuje do wydanej przed laty "Sztuka spekulacji" tego samego autora. Była to pierwsza pozycja poświęcona grze na giełdzie w języku polskim i mam do niej duży sentyment, ponieważ przeczytanie tej książki pozwoliło mi wycofać się całkowicie z rynku tuż przed krachem w 1994 roku. Doszedłem wtedy do wniosku, że cykl hossy na falach Elliotta dobiega końca i nie ma co ryzykować. Zdaje się, że lepiej wtedy wyszedłem niż sam Komar, bo on kupował blisko szczytu BSK po ponad 600 zł. Zaraz potem BSK zanurkowało do około 50 zł.

 

Myślę, że od tamtego czasu, zarówno Zenon Komar, jak i ja trochę poszerzyliśmy horyzonty. Nowa ksiazka jest dwutomowa, w twardej oprawie - oba tomy mają ponad 800 stron. Tematyka obejmuje szerokie spektrum informacji przydatnych dla graczy giełdowych - rodzaje instrumentów: akcje, opcje, kontrakty terminowe,  ETFy;  ryzyko, psychologię rynku;  analizę techniczną - teorię Dowa, teorię fal Elliotta, wskaźniki, proporcje, czas; krachy i bessy.

 

Czy ktoś już zapoznał się z nową książką Komara i mógłby podzielić się swoimi uwagami, czy też zrecenzować?

Sztuka spekulacji po latach - komar

Komentarze (6)
Dziwny jest ten (finansowy) świat
 Oceń wpis
   

 No to doczekaliśmy się tego co inwestorzy w wartość lubią najbardziej - krachu i paniki. To okazja aby nabyć dobre akcje po jeszcze lepszej cenie. Ostatnio nie było poważniejszej przeceny i okazji do napisania czegoś w miarę ciekawego na blogu.

 

W związku z wielką WYPRZ na giełdach nasuwa się kilka konkluzji. Ludzie w przerażającej większości są po prostu głupi. O złej sytuacji w USA wiadomo już od dawna - co najmniej od poprzedniego kryzysu i upadku Lehman Brothers. O tym, że większość polityków nadmiernie zadłuża kraje, aby sprostać obietnicom bez pokrycia z kampanii wyborczej też wróble już za moim oknem ćwierkają od 10 lat. Co w tej sytuacji zmieniła wypowiedź szefa Standard & Poors, który ma magisterium z filozofii i literatury na Columbii? Paru facetów wymyśliło sobie, że będzie oceniać spółki i kraje pod względem finansowym. Wolno im. Ale żeby cały świat przywiązywał do tego jakąś wagę... Toż to nonsens. Tym bardziej, że ta sama agencja tuż przed upadkiem Lehman Brothers i wpadką niejakiego Maddoffa, znanego szulera giełdowego utrzymywała dla nich wysokie oceny. Przecież oni nie są w ogółe wiarygodni!   Podejrzewam ich rodziny o znaczne zaszorcenie (krótką sprzedaz lub S-ki na kontraktach) :-)

 

Prosty ludek rzucił się teraz na obligacje rządowe. To kolejny nonsens. Mając akcje dobrej firmy mam cząstkę jej wartości - nieruchomości, maszyn, praw autorskich, patentów, dywidend czy przyszłych zysków. Mając obligacje wypuszczane przez politykierów rządowych...mam g-wno, które może spłacą, a może nie.

Komentarze (1)
Gest Kozakiewicza dla BGŻ
 Oceń wpis
   

 Pisałem niedawno, że wyceny banku BGZ znacznie (nawet o 50%) odbiegają w dół od ceny podanej przez Ministra Skarbu jako maksymalna, po której zapisują się drobni inwestorzy. Kto szuka wycen i patrzy na spółkę fundamentalnie widzi, ze po tej cenie to jest nadmuchany balon, który może wybuchnąć.

 

Pisałem również o manipulacji przy kontach emerytalnych przez Ministra Finansów. Okazuje się, iż są to naczynia połączone. Jak OFE nie dostają pieniędzy, bo im odebrano część składek, to nie mają za co, albo zwyczajnie nie chcą, kupować od ministra Grada. I w ten sposób tego co zaoszczędził Rostowski nie dostanie Grad i Rostowski w końcowym efekcie. Tak wygląda rozumienie bilansu przez polityków.

 

Ten gest Kozakiewicza w stronę prywatyzacji BGZ po horendalnie wysokiej cenie może wyjdzie na dobre drobnicy giełdowej, bo kupią znacznie taniej, co jeszcze nie znaczy ze zarobią. Na to aby debiut był z zyskiem musi być spełnionych kilka dodatkowych czynników: nastroje na innych giełdach muszą być dobre, a przede wszystkim OFE i TFI muszą przestać się dąsać.

Komentarze (1)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
Najnowsze komentarze
2012-01-09 13:30
piotr janiszewski1:
Analiza techniczna jest super
Kupujesz zdrowe sprawdzone wcześniej aktywo na fali rynkowej paniki właśnie z rąk Tych, którzy[...]
2012-01-06 18:46
wspomnienia_gracza:
Analiza techniczna jest super
Ja mam takie pytanie do fanów analizy technicznej: Masz kupić dom. Czy patrzysz na jego[...]
2011-12-14 18:15
analizy_gieLdowe:
Alior czy Getin
Pojawił się nowy konkurent na rynku BGŻ Optima. Warunki sa niezłe, ale system internetowy słaby[...]
O mnie
Optymist
Inwestowanie to sztuka !
Ankieta
Która spólka da najwięcej zarobić w ciągu 5 lat ?
Bank BPH
Bioton
KGHM
Kopex
Lotos
Police
Sanok
Stalprofil
Świecie
WSiP
Zelmer
Żywiec